JPEG - 28.4 kb

Moi drodzy przyjaciele,

Wielu z was pytało o moją opinię na temat tego, co dzieje się w Ameryce od 3 listopada w ramach wyborów prezydenckich. Z racji mojej podwójnej roli eksperta wywiadu i znawcy tematu „Stany Zjednoczone”, otrzymałem od Was wiele pytań, które sprowadzają się do dwóch pytań zasadniczych:

1. Czy doszło do oszustwa wyborczego? Czy hipoteza zamachu stanu mającego na celu odwrócenie wyniku wyborów jest wiarygodna? ‎

2. Jakie konsekwencje miało by dojście do władzy Bidena, gdyby został on ostatecznie wybrany 8 grudnia i zaprzysiężony 20 stycznia 2021 roku?‎

Postaram się jasno odpowiedzieć na te pytania poniżej.

Czy autor ma jakiś konflikt interesów?

Dla każdego jest ważne, aby dowiedzieć się przed rozpoczęciem czytania tego listu, czy jego autor ma jakikolwiek konflikt interesów, który mógłby wpływać na jego wypowiedź w przedmiotowej sprawie. ‎

Moja odpowiedź brzmi „nie”. W latach 1995-1998 mieszkałem w USA, w stanie Kansas, a były to czasy administracji demokratów (Clinton) i doskonale je pamiętam. Po tym profesjonalnym pobycie odbyłem jeszcze kilka podróży do USA, odwiedzając tam bardzo bliską rodzinę – moje trzy siostry i 48 ich bezpośrednich potomków, którzy są obywatelami USA i mieszkańcami różnych stanów rządzonych zarówno przez demokratów, jak i przez republikanów. Odwiedziłem aż 46 spośród 50 stanów Unii. Latem 1998 roku otrzymałem od demokratycznego w tym czasie rządu USA odznaczenie wojskowe „Meritorious Service Medal” („Medal za Chwalebną Służbę”). Nie jestem członkiem żadnej z głównych francuskich partii politycznych (Les Républicains – LR, Le Parti socialiste – PS, Le Rassemblement national – RN, La République en marche - Le Mouvement démocrate – LREM-MoDem, Europe Écologie Les Verts – EELV).

Chociaż czasami krytykuję amerykańskie „sposoby rządzenia”, to jednak ta surowość nigdy nie jest krytyką narodu amerykańskiego, który, podobnie jak wiele innych narodów, jest dość hojny i szczery, ale także naiwny i zmanipulowany. Stałem się natomiast bardzo powściągliwy, a nawet wrogi wobec NATO, obserwując w ramach moich obowiązków [1] jego wypaczenia od 1990 roku.

Moje doświadczenie w pracy wywiadowczej spowodowało, że coraz mniej ufałem ogromnej większości głównych agencji prasowych i mediów, szczególnie zachodnich [2].

Nie cenię działań i/lub „potężnego i szkodliwego wpływu ponadnarodowych lobbystów” na funkcjonowanie świata, niezależnie od tego, czy są to lobbyści finansowi, medialni, publiczni, czy jacykolwiek inni. ‎

Wyjaśniwszy to, przejdźmy do interesującego nas tematu.

Kontekst wyborów prezydenckich w USA

Po porażce Hilarii Clinton w wyborach prezydenckich 2016 roku, Stany Zjednoczone podzieliły się głęboko na dwa nieprzejednane obozy, które wzajemnie się nienawidzą i angażują się w walkę „na śmierć i życie”. W przeciwieństwie do tego, co myślą Francuzi i inni Europejczycy, owych dwóch zantagonizowanych obozów nie można utożsamiać wyłącznie z istniejącym podziałem partyjnym na republikanów i demokratów, bo są to zaledwie wierzchołki gór lodowych. Dwa obozy, o których tu mówię, bronią dwóch przeciwstawnych światopoglądów i mogą być nazywane „suwerennościowcami” i „globalistami”. Przedstawiciele „globalistów” skupiają sie głównie w Partii Demokratycznej, ale są także obecni, w mniejszym stopniu, w Partii Republikańskiej.

W dniu 24 września 2019 r. Donald Trump wyraźnie opowiedział się za jednym z tych obozów, ujawnił swój światopogląd i wypowiedział wojnę globalistom, mówiąc z trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ: „Podobnie jak mój ukochany kraj, wszystkie państwa reprezentowane na tym forum posiadają swoją historię, kulturę i dziedzictwo, które sobie cenią jako zasługujące na ochronę i kultywowanie, i jako dające im szczególną siłę i potencjał. Wolny świat musi więc obejmować także i jego „narodowe” podstawy. Nie powinien nigdy dążyć do ich porzucenia czy podmiany...” [3].

Kilka chwil później Donald Trump dodał: „Jeśli chcecie wolności, bądźcie dumni ze swojego kraju. Jeśli chcecie demokracji, brońcie swojej suwerenności. Jeśli chcecie pokoju, kochajcie swój naród. Mądrzy szefowie państw zawsze stawiają interesy swojego kraju na pierwszym miejscu. Przyszłość nie należy do globalistów, przyszłość należy do patriotów. Przyszłość należy do niepodległych i suwerennych krajów, które chronią swoich obywateli, szanują swoich sąsiadów i akceptują różnice, które sprawiają, że każdy kraj jest specyficzny i wyjątkowy.”

Wszyscy rozumieją, że to przemówienie mogło wywołać entuzjazm i poparcie ogromnej części mieszkańców USA, o czym świadczy ponad 73 miliony głosów, jakie oddano na Trumpa w listopadzie 2020 r., co stanowi wzrost o 10 milionów w porównaniu z rokiem 2016, gdy zdobył on mniej niż 63 miliony głosów. Dla wszystkich, którzy sądzili, że Trump traci poparcie, ten wzrost poparcia o 15% jest ogromną niespodzianką, podobnie jak w 2016 roku. Oczywiście, obóz globalistów nie może zaakceptować wspomnianego „przemówienia-programu” i zrobi wszystko, co w jego mocy, aby zamknąć ustępującemu prezydentowi drogę do reelekcji. Obóz globalistów posiada większość w „głębokim państwie” (Deep State), kontroluje finanse i GAFAM (Google, Apple, Facebook, Amazone, Microsoft i Twitter), a także sprawuje kontrolę nad prawie wszystkimi mediami głównego nurtu oraz anglosaskimi i europejskimi agencjami prasowymi, i tak „uzbrojony” będzie koordynował działania swoich ludzi, by usunąć Donalda Trumpa ze stanowiska prezydenta USA.

Jednakże, prezydent Trump nie jest ani głupi, ani osamotniony. Cieszy się ogromnym poparciem ludności, większości w Senacie, w Sądzie Najwyższym, zaś 27 z 50 gubernatorów stanowych Unii to republikanie. W Izbie Reprezentantów przewaga demokratów nad republikanami zmniejszyła się właśnie o 12 mandatów (na razie). Trump stworzył administrację federalną, która w większości jest mu wierna (nie całkowicie), zmienił większość sędziów federalnych, skutecznie oparł się dwóm próbom usunięcia go przez „głębokie państwo” i demokratów (sprawa „Russiagate”, sfabrykowana w 2016 roku, została ostatecznie wygaszona, ponieważ była fałszywa, a śledczy, sędziowie i amerykańska opinia publiczna w końcu to zrozumieli, dlatego nie wypaliła próba impeachmentu, rozpoczęta w Izbie Reprezentantów i zakończona w 2019 r. w Senacie).‎

Nawiasem pisząc, w swoim ostatnim przemówieniu wyborczym z 2 listopada 2020 r. w Karolinie Północnej Trump wyraził się zupełnie jasno: „w czasie mojej kadencji zrobiłem jedną istotną rzecz: nagłośniłem nieuczciwość środków masowej informacji.” Amerykańskie media głównego nurtu zawsze prowokowały i wspierały działania przeciwko Trumpowi. [4]

To właśnie na tym tle skrajnych napięć, po kampanii wyborczej, w czasie której padały z obu stron wszelkie możliwe mocne ciosy, odbyły się wybory 3 listopada 2020 r.

Czy media i ośrodki badania opinii były uczciwe, czy też próbowały manipulować wyborcami?

Amerykańskie mass media, podobnie jak i media europejskie – nie grzeszą uczciwością, pluralizmem i bezstronnością. Pod kontrolą garstki miliarderów mainstreamowe media bronią stanowisk i interesów swoich „patronów”, aktywnych członków lub zwykłych współpracowników „głębokiego państwa”. Wszystkie chwyty są tu dozwolone, w tym także nawet najbardziej bezczelne kłamstwa. Podkreśla się wszystko, co może zaszkodzić przeciwnikowi (Trumpowi) i ukrywa się wszystko to, co może zaszkodzić obozowi chronionemu przez media (Bidenowi). Dziennikarze robią karierę tylko wówczas, gdy są posłuszni i/lub pamiętają o autocenzurze. Dzisiaj znajdujemy się w sytuacji przedwyborczej „wojny informacyjnej” [5]. Zwykli śmiertelnicy mają wielkie problemy z prawidłowym rozeznaniem aktualnych wydarzeń [6].‎

Amerykańskie mass media, doskonale wspierane przez „bratnie” media europejskie, już od czterech lat przez 24 godziny na dobę zajmują się oczernianiem wizerunku prezydenta Trumpa, próbując go skompromitować w oczach amerykańskiej, zachodniej i światowej opinii publicznej. W miesiącach poprzedzających wybory korzystały one na szeroką skalę z tendencyjnych sondaży, aby – podobnie jak w 2016 roku – wywołać w narodzie amerykańskim i w świecie przekonanie, że wybory zostały już „rozstrzygnięte”, i że wielka fala demokratów wkrótce zaleje cały kraj. Przytoczmy tylko przykład Florydy, gdzie na cztery dni przed wyborami zdecydowana większość sondaży dawała zwycięstwo Bidenowi 1-5 punktami, a tymczasem zwycięzcą został Trump 3-4 punktami. Udowodnione różnice między tymi ostatnimi sondażami a wynikami głosowania są takie, że nie można mówić o błędzie, ale o kłamstwie, interesownej manipulacji i bezczelności. Te sondaże i wprowadzające w błąd artykuły powtarzały się we wszystkich prawie stanach Unii. Wyniki Trumpa i Partii Republikańskiej w dniu wyborów pokazały skalę tej kłamliwej manipulacji w mediach.

Czy hipoteza o dużym oszustwie w kilku kluczowych stanach w dniu głosowania jest wiarygodna?

W moim głębokim przekonaniu – tak, ponieważ, moim zdaniem, pojawiło się zbyt wiele spójnych przesłanek, aby zachodnie media, o których już wiemy, kto je kontroluje, mogły mnie przekonać do innej oceny. Prezydenci Chin i Rosji nie popełnili błędu, wstrzymując się z gratulacjami dla Bidena i czekając na oficjalne wyniki wyborów, co nie nastąpi przed 8 grudnia, bo dopiero wtedy będzie wiadomo, kto został wybrany [7].‎

A oto przesłanki, które każą mi wątpić w uczciwość amerykańskich wyborów.

1. Ciekawy był (i zresztą podejrzany) ten pośpiech amerykańskich mediów, a następnie ich „siostrzanych” odpowiedników z Unii Europejskiej (a wiemy też, kto je kontroluje) z narzucaniem zwycięzcy, podczas gdy oficjalne wyniki z 5 lub 6 stanów nie były jeszcze znane. Wszyscy wiemy, że te amerykańskie media prowadzą wojnę „partyzancką” i są najbardziej zaciekłymi przeciwnikami Trumpa. Znamy ich metodę krytykowania, kwestionowania, modyfikowania, nieuznawania, kwestionowania wszystkich wyników wyborów, które są dla nich nieodpowiednie, i to na całej planecie (np. wybory prezydenckie w Syrii w 2014 r.; w Wenezueli w 2018 r.; w Boliwii w 2019 r. i na Białorusi w 2020 r., by poprzestać tylko na tych czterech). Znamy również ich skłonność do promowania, a nawet narzucania kandydatów, którzy im odpowiadają, i to bez względu na to, że taki kandydat cieszy się tylko poparciem mniejszości w danym kraju (np. we Francji w 2017 r.; w Boliwii w 2019 r.; na Białorusi w 2020 r.). Tak było również w przypadku p. Nawalnego, który nie reprezentuje niczego w Rosji, a jednak zachodnie media „sprzedają” go nam jako pierwszorzędnego konkurenta Putina.

2. Bardzo nietypowe były działania firm medialnych Google, Facebook, Youtube, Twitter, które działając w sposób skoordynowany, jednocześnie cenzurowały urzędującego prezydenta USA. Ta oczywista zmowa tych dużych firm usługowych (o których wiemy, kto je kontroluje) nie jest bynajmniej „naturalna” i nie jest demokratyczna.

3. Po raz pierwszy w historii USA zastosowano na tak szeroką skalę głosowanie korespondencyjne: ponad 42% wyborców zagłosowało korespondencyjnie (ponad 64 miliony głosów), pomimo, że na całym świecie uznaje się, że ten rodzaj głosowania przyczynia się do pomnażania oszustw wyborczych.‎

Głosowanie korespondencyjne zostało anulowane nawet we Francji (w 1975 roku), ponieważ uznano je za sprzyjające oszustwom wyborczym [8].‎

Nawiasem pisząc, dziwne jest to, że niektórzy posłowie LREM [tj. macronowskiej partii socjalistów liberalnych „La République en marche”] [9] próbują teraz przywrócić głosowanie korespondencyjne we Francji, korzystając z okazji, jaką daje epidemia Covid-19.‎

Czy ci posłowie zamierzają zwiększyć możliwości dokonywania oszustw we Francji, aby uzyskać reelekcję w nadchodzących wyborach lokalnych?‎

Twierdzenie, że w USA nie było najmniejszego oszustwa wyborczego przy 64 milionach głosów korespondencyjnych, jest po prostu niewiarygodne. Nie biorąc tu pod uwagę wszystkich oszustw potępionych przez republikanów i wymienionych w artykule powielonym w „Profession Gendarme” („Zawód Żandarm”) [10] , podam jednak jeden przykład, uznany przez obie partie, demokratów i republikanów, za niewątpliwy i niekwestionowany.

Jak przyznała się reporterowi „New York Times’a” Abigail Bowen, sekretarz ds. wyborów powiatu Shiawassee (stan Michigan), omyłkowo dodała ona dodatkowe zero do liczby głosów Joe Bidena. Zamiast zarejestrować 15.371 głosów na demokratę, jej zespół dodał 150.371 kart do głosowania. Biorąc pod uwagę fakt, że na klawiaturach komputerowych klawisz „0” nie znajduje się obok klawisza „5”, dziwne jest jej stwierdzenie, że był to błąd niezamierzony. Sekretarz Bowen dodała, że błąd został jej zasygnalizowany 20 minut później, i że natychmiast go naprawiła. (Na szczęście, ktoś zauważył ten błąd, najwyraźniej „niezamierzony”.)

To bardzo dobrze, że błąd został naprawiony, ale rodzi to kilka pytań:
- Ile takich „błędów” zostało popełnionych, celowo czy też nie?‎
- Ile takich „błędów” zostało wykrytych, zgłoszonych i poprawionych?‎
- Ile z tych „błędów” zostało uwzględnionych w ostatecznym wyniku wyborów?‎

Czy kandydat (demokrata lub republikanin), ma prawo domagać się ponownego przeliczenia głosów, gdy różnica głosów w jednym ze stanów Unii nie przekracza 1%? A czyż nie robi się tego we wszystkich państwach demokratycznych godnych tej nazwy? I czy do kompetencji mediów należy ogłaszanie zwycięzcy wyborów bez potwierdzonych wyników głosowania?

Pragnę zauważyć, że na tym 1-procentowym marginesie znajdują się wyniki z pięciu stanów, zwanych „swing states” (Arizona, Georgia, Wisconsin, Pensylwania i Nevada) [11] i w tych pięciu stanach Trump prowadził, ale Biden rzekomo wyprzedził go o kilka tysięcy głosów dzięki terminowemu, cudownemu, masowemu i nagłemu przybyciu głosów korespondencyjnych, które były dla niego bardzo, bardzo, bardzo korzystne.

Rozumiecie więc Państwo, że według mnie głosowanie korespondencyjne jest otwartą bramą do oszustwa. Kiedy to głosowanie jest masowe, oszustwo może być znaczące i w dużej mierze wystarczające do zniwelowania różnicy wyniku w granicach 1 %. Jest mało prawdopodobne, że w USA nie było żadnych machinacji. Nie będę tutaj spekulować, kto mógł skorzystać z tych oszustw, bo jestem pewien, że wszystkie tego dowody nigdy nie zostaną uzyskane. Powiadam tylko, że „naiwne” amerykańskie i europejskie media, które tak bardzo chciałyby odmówić Trumpowi prawa do ponownego przeliczenia głosów, prowadzenia dochodzeń i kontroli wyborów, to te same media, które w przypadku innych krajów tak bardzo dbają o prawidłowe liczenie głosów i tak łatwo ogłaszają „sfałszowanie wyborów”, zaś tutaj przeciwnie – nie dokładają należytych starań. Widzieliśmy, że Francja i jej dziennikarze, którzy wyśmiewają rzekomego przegranego – ponieważ nazywa się Trump – dają popis „mediokreacji”. Ale czy powinni oni stać się mediokracją, która próbuje nam narzucać prezydentów i wszystko to, co jakoby musimy myśleć we wszystkich sprawach?

Przejdźmy teraz do drugiego tematu mojego listu.

Gdyby „globalista” Biden został wybrany 8 grudnia i zaprzysiężony 20 stycznia 2021 roku, to jakich zmian można się spodziewać na planecie, w Europie i we Francji?

Biden to starzec, o którym wszyscy wiedzą, że nie wykorzystuje już wszystkich swoich zdolności umysłowych – 20 stycznia będzie 79-latkiem [ur. 20 listopada 1942]. Z tego powodu, jeśli Biden zostanie wybrany, znajdzie się on pod wpływem innych ludzi i będzie podejmował decyzje tylko za radą i pod „ścisłą kontrolą” swojego najbliższego otoczenia, będącego emanacją „głębokiego państwa” i składającego się z zatwardziałych „globalistów”. Co więcej, skoro to środowisko pomoże Bidenowi wygrać, więc to ono będzie w istocie rządzić Ameryką.

Ponieważ jest ono „neokonserwatywne”, to zdecydowanie opowiada się za Izraelem i za utrzymaniem absolutnej hegemonii Stanów Zjednoczonych na planecie. Dokładne zbadanie tego otoczenia (biografie, wpływy, na jakie jest narażone, sieci i społeczności, których jest ono częścią) byłoby dość odkrywcze, ale, niestety, nie byłoby zaskakujące. We Francji jest ono takie same. Dlatego należy się przygotować na eskalację agresywnych interwencji USA na Bliskim Wschodzie (Liban, Syria, Irak, Iran), oczywiście na korzyść Izraela. Ale także u granic Rosji, na Morzu Chińskim i w Ameryce Południowej. Nowa ekipa rządowa, zbrojne ramię „głębokiego państwa”, stworzy odpowiednie preteksty – jeśli jeszcze nie istnieją – i zastosuje mgławicę terrorystyczną, jak to zawsze Waszyngton robił w przeszłości, aby uzasadnić swoje działania interwencyjne. ‎

Za kadencji Trumpa udało się stopniowo, lecz znacznie ograniczyć amerykańskie bombardowania na całej planecie (według najnowszych znanych danych, Stany Zjednoczone wykorzystały 47 000 bomb w 2017 r., 16 000 w 2018 r., 12 000 w 2019 r. oraz 928 w styczniu i lutym 2020 r.) [12]. Trump sprowadził do Ameryki dużą liczbę żołnierzy rozmieszczonych dotąd poza granicami kraju, głównie z Bliskiego Wschodu. W czasie pierwszej kadencji Trumpa zachodnia koalicja zabiła znacznie mniej ludzi, niż w czasie kadencji jego poprzednika [demokraty Baracka Obamy]. Jeżeli ekipa globalistów przejmie Biały Dom, ten trend może zostać odwrócony od wiosny 2021 roku i... krew znów się rozleje. NATO wciąż nie zdaje sobie sprawy, że musi – nawet tylko we własnym interesie – położyć kres takim konfliktom.

Zła wiadomość jest taka, że administracja Bidena też będzie próbowała zaangażować NATO, Wielką Brytanię, Francję i Unię Europejską we wszystkie brudne operacje, jakie tylko wymyślą neokonserwatywni stratedzy [13]. Zła wiadomość dla Francji jest taka, że jej zależność gospodarcza (jej zadłużenie i CAC40 https://pl.wikipedia.org/wiki/CAC_40 ) oraz rosnąca niewolnicza zależność francuskich elit wobec Ameryki (wyhodowanych właśnie w tym celu), powstrzymają ją przed odrzuceniem wszystkich zaproszeń USA do stania się częścią okolicznościowych koalicji, tworzonych z wątpliwych powodów.

Dobrą wiadomością jest to, że po obu stronach Atlantyku ludzie zaczynają otwierać oczy. Niezależnie od tego, czy podoba się to naszym mediom, naszym politykom i zmanipulowanej opinii publicznej, „suwerennościowiec” Trump otrzymał o 15% więcej głosów niż w 2016 roku (73 miliony). Jego zwolennicy trzymają w swoich rękach Sąd Najwyższy, Senat, większość stanów i zbliżają się do parytetu deputowanych w Izbie Reprezentantów. Zwolennicy Trumpa trzymają również wiejskie obszary Unii. Demokraci tak naprawdę kontrolują tylko duże miasta.

GIF - 12.8 Mb
Na niebiesko – okręgi demokratyczne, na czerwono – republikańskie.
Źródło: „New York Post”

W tych warunkach zarządzanie Ameryką i robienie tam czegokolwiek nie będzie łatwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że gospodarka USA znajduje się w kryzysie, a zadłużenie państwa jest niebotyczne. Nie będzie też łatwo zarządzać zbankrutowaną zachodnią Europą, z populacjami na skraju buntu, kurczącym się PKB i budżetami obronnymi, które – czy tego chcemy, czy nie – z pewnością się zmniejszą.

W takich warunkach rozsądnie byłoby poświęcić się rozwiązywaniu własnych problemów, zamiast odgrywać rolę szeryfa w innych częściach świata. Rozsądnie byłoby również nie angażować się w sprawy suwerennych państw pod fałszywym pretekstem walki z terroryzmem, do powstania i szerzenia się którego sami w dużym stopniu się przyczyniamy poprzez naszą katastrofalną politykę zagraniczną (choćby Libia, Syria, Irak, Jemen, Iran, Rosja, Białoruś, Wenezuela, Brazylia i Boliwia) i oficjalnie zajmowane, nieodpowiedzialne stanowiska, obrażające dziesiątki krajów świata (np. w przypadku karykatur) [14].

Prędzej czy później, koalicja zachodnia zorganizowana przez agresywnych globalistów otrzyma w końcu duży cios w pysk, zdziwi się i spadnie z piedestału, i stanie się mniej arogancka. Potem zaczną się mnożyć patriotyczne marsze, ceremonie pogrzebowe, hałaśliwe i ostentacyjne demonstracje przeciwko wrogowi, które sami sprowokujemy, a narody będą musiały liczyć i opłakiwać swoich poległych. ‎Wystarczy spojrzeć na „błyskotliwą” kampanię prowadzoną przez rządy państw członkowskich tejże koalicji w ramach tzw. „wojny z koronawirusem”, aby zrozumieć, że nie wygramy też i następnej.

Tłumaczenie
Grzegorz Grabowski
Polski blog

[1] «L’OTAN : artisane de paix ou fautrice de troubles et de chaos ?», Général Dominique Delawarde, Revue Méthode, Avril-mai 2020.

[2] «Le grand naufrage des médias mainstream occidentaux», Général Dominique Delawarde, Réseau International, 18 septembre 2020.

[3] « Discours de Donald Trump devant la 74e session de l’Assemblée générale des Nations unies », par Donald Trump, Réseau Voltaire, 24 septembre 2019.

[4] “Trump Closing Message: "If I’ve Done One Thing, It’s To Expose The Dishonesty In The Media", Donald Trump, Real Clear Politics, November 2, 2020.

[5] «La Guerre de l’Information», Général Dominique Delawarde, Réseau International, 14 avril 2017.

[6] «Être bien informé: ça se mérite ! », Général Dominique Delawarde, Réseau International, 29 mars 2018.

[7] La Chine a félicité Joe Biden le 13 novembre 2020 (NdlR).

[8] «Pour réduire la fraude électorale, le vote par correspondance est supprimé», Le Monde, 13 novembre 1975 .

[9] «Des députés de la majorité proposent de rétablir le vote par correspondance en France, le gouvernement réticent», Julie Pacaud , France info, 11 novembre 2020.

[10] «La Tempête qui arrive (Enquêtes sur les Fraudes Électorales US)», Comité Trump France, Profession Gendarme, 8 novembre 2020.

[11] “If there’s fraud in the 2020 election, then we must find it”, Miranda Devine, New York Post, November 8, 2020.

[12] “Combined Forces Air Component Commander 2013-2019 Airpower Statistics”, US Air Force Central, February 29, 2020.

[13] “Le plan US post 11/9: envahir 7 pays, selon le général US Wesley Clark”, Wesley Clark, Reopen911, 20 octobre 2011.

[14] „L’Éducation nationale a-t-elle perdu la tête ? Ou bien est-ce la France tout entière ?”, par Arno Mansouri, Réseau Voltaire, 22 octobre 2020.