Prezydent Iranu, szejk Hasan Rouhani, jest wieloletnim partnerem Izraela. Zamierza przywrócić Iranowi rolę „żandarma regionu”, pełnioną przez to państwo w czasach dynastii Pahlawich.

Istnieje bardzo silny antagonizm pomiędzy rządem szejka Hasana Rouhani i Korpusem Strażników Rewolucji. Ten ostatni nie jest podporządkowany jego rozkazom, lecz podlega bezpośrednio najwyższemu przywódcy rewolucji, ajatollahowi Alemu Chamenei.

Plan prezydenta Rouhani: kapitalizm i regionalny imperializm

Podobnie jak ajatollah Chamenei, szejk Rouhani należy do szyickiego duchowieństwa, ale nie jest członkiem Korpusu Strażników Rewolucji, którzy są żołnierzami.

Strażnikami rewolucji są zwolennicy imama Ruhollaha Chomeiniego. Zmierzają oni do wyeksportowania jego antyimperialistycznej rewolucji i uwolnienia świata z okowów anglosaskiego imperializmu (USA + UK + Izrael), w których ich kraj tak bardzo niegdyś cierpiał. Nie mają oni nic wspólnego z regularną armią irańską, która podlega prezydentowi Islamskiej Republiki Iranu i jej zadaniem jest jedynie obrona kraju.

Szejk Rouhani był członkiem parlamentu w czasie długiej wojny [1980-1988], jaką Irak wypowiedział Iranowi w interesie Stanów Zjednoczonych [1]. To on naciskał na Waszyngton, by w zamian za uwolnienie amerykańskich zakładników przetrzymywanych w Libanie Stany Zjednoczone zrewanżowały się dostawami amerykańskiej broni do Iranu. Następnie nawiązał kontakty z Izraelem, aby silnie uzbroić swój kraj. To on wprowadził do gry swojego mentora, spikera parlamentu Alego Akbar Haszemi Rafsandżaniego. Wspólnie z nim organizował akcję transferu broni do Iranu („Iran-Contras”), która przyniosła tyle nieszczęść rewolucjonistom nikaraguańskim oraz fortunę bardzo już bogatemu Rafsandżaniemu.

Znacznie później, podczas tajnych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi w Omanie, ajatollah Chamenei wybrał go na następcę prezydenta Ahmadineżada. W czasie kampanii wyborczej Rouhani zaprezentował się jako zwolennik rodzącego się kapitalizmu finansowego i zadeklarował, że za jego kadencji Iran zaprzestanie finansowania zagranicznych rewolucjonistów, nawet jeśli byliby oni szyitami, jak np. libański Hezbollah. Było to zobowiązanie wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Po swoim wyborze [14.06, zaprzysiężenie 03.08.2013] Rouhani podjął natychmiast negocjacje z Waszyngtonem, zgodnie z instrukcjami przywódcy islamskiej rewolucji, ajatollaha Chamenei. Jego ambicją było przywrócenie Iranowi roli „żandarma regionu”, którą imperium anglosaskie powierzyło niegdyś szachowi Rezie Pahlawiemu (a potem Irakowi Saddama Husajna, a ostatnio Arabii Saudyjskiej). Ponieważ ów cel był całkowicie sprzeczny ze spuścizną imama Chomeiniego, toteż USA i Iran przedstawiły te rozmowy jako mające na celu zakończenie irańskiego programu nuklearnego. Zaaranżowały też udział w nich innych stałych członków Rady Bezpieczeństwa oraz Niemiec, a po spotkaniach w Genewie doszło wkrótce do porozumienia nuklearnego (2013).

Niemcy, Chiny, Francja, Wielka Brytania i Rosja nie były tym zaskoczone, ponieważ wszystkie te państwa wiedziały, że Iran już w 1988 roku zrezygnował ze wszystkich badań dotyczących broni masowego rażenia. Nastąpiła teraz roczna przerwa, którą wykorzystano dla kontynuowania dwustronnych negocjacji Teheranu z Waszyngtonem. To właśnie w tym okresie Hasan Rouhani wycofał bez rozgłosu irańskiego ambasadora i środki finansowe z Syrii. Przeciwko inwazji NATO i dżihadystów pozostali tam tylko Strażnicy Rewolucji. Zaś 14 lipca 2015 r. została wreszcie podpisana w Wiedniu umowa uzgodniona w grupie „5+1”.

W międzyczasie szejk Rouhani porozumiał się z Austrią w sprawie eksportu irańskiego gazu do Europy, wchodząc w szkodę Rosji, ale nigdy nie zdołał wprowadzić w życie tej umowy.

Dopiero w czasie swojej drugiej kampanii prezydenckiej w 2017 roku Hasan Rouhani ujawnił swój zamiar odbudowania imperium Safawidów. Jak zwykle, działał on ostrożnie, a gdy ów plan został ujawniony w publikacji jego think tanku, to nadal posługiwał się retoryką imama Chomeiniego. Imperium Safawidów zostało wszak zbudowane na bazie religii szyickiej. „Wielki Iran” połączyłby Liban, Syrię, Irak, Iran i Azerbejdżan pod zwierzchnictwem przywódcy rewolucji.

Konsekwencje projektu prezydenta Rouhaniego

Tekst jego planu został natychmiast przetłumaczony na język arabski przez Anisa Naccache i wstrząsnął całym Bliskim Wschodem. Bo chociaż Azerbejdżan jest niemal całkowicie szyicki, to pozostałe wymienione wyżej państwa szyickimi nie są.

 Libański Hezbollah został głęboko podzielony na frakcję swojego sekretarza generalnego Hasana Nasrallaha, który bronił libańskiej linii nacjonalistycznej, oraz frakcję jego zastępcy, szejka Naima Kassema, który, wręcz przeciwnie, głośno oklaskiwał szejka Rouhaniego.

 W Syrii, gdzie szyici są w mniejszości, prezydent Baszar Asad (szyita, ale głęboko zeświecczony) powstrzymywał swój gniew i udawał, że plan ten ignoruje.

 W Iraku, gdzie szyici stanowią większość, ale stoją na pozycjach nacjonalistycznych, większość z nich, w tym Muktada as-Sadr, zwróciło się ku sunnickiej Arabii Saudyjskiej.

 W Iranie głównym rywalem prezydenta Rouhaniego stał się generał Kasem Sulejmani z Korpusu Strażników Rewolucji.

 W Azerbejdżanie, kraju szyickim i jednocześnie tureckojęzycznym, klasa rządząca zwróciła się w stronę Turcji, w przymierzu z którą rozpętała wojnę przeciwko Armenii.

W takiej właśnie sytuacji prezydent Donald Trump zerwał [08.05.2018] porozumienie „5+1” (Joint Comprehensive Plan of Action – Wspólny kompleksowy plan działania) w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Wbrew zachodnioeuropejskiej interpretacji tego posunięcia, nie chodziło mu o zniszczenie „pokojowego” dzieła jego poprzednika, prezydenta Baracka Obamy, ale o zapobieżenie przekształceniom regionu w ramach planu Rouhaniego, w wyniku których Lewant miałby należeć do Iranu, a Kaukaz do Turcji. Jedyną przesłanką Białego Domu była tu chęć uniknięcia nowych wojen i angażowania w nie sił ekspedycyjnych Stanów Zjednoczonych.

Pod koniec 2017 r. przepaść pomiędzy poziomem życia rodzin członków rządu prezydenta Rouhaniego i poziomem egzystencji mas zwykłych obywateli stała się już nazbyt widoczna, co wywołało masowe protesty. Były prezydent Mahmud Ahmadineżad wystąpił jednocześnie przeciwko Rouhaniemu i przeciwko przywódcy rewolucji, ajatollahowi Chamenei. Represje były straszliwe. Wiele osób straciło życie (być może nawet tysiąc), a byli członkowie gabinetu Ahmadineżada zostali osądzeni przy drzwiach zamkniętych i skazani na wieloletnie kary więzienia z nieujawnionych powodów.

Chcąc pokazać, że Waszyngton nie będzie już rozgrywał sunnitów przeciwko szyitom, ani Arabów przeciwko Persom, prezydent Trump wydał rozkaz dokonania zabójstw dwóch głównych przywódców wojskowych każdej ze stron, tj. sunnickiego kalifa Abu Bakra Al-Bagdadiego z IPIS/ISIS oraz szyickiego generała Kasema Sulejmani, dowódcy jednostek Al-Kuds (pers. Jerozolima).

W ten sposób Trump przypomniał, że prawdziwym decydentem w regionie są nadal Stany Zjednoczone. Tym samym wyświadczył jednak przysługę obozowi szejka Rouhaniego. Ten ostatni nie szczędził wysiłków dla potępienia „Wielkiego Szatana” i oskarżył szefa irackich służb specjalnych, Mustafę al-Kazimiego, o spiskowanie z Amerykanami. Jednakże, gdy zaledwie kilka tygodni później Mustafa al-Kazimi został mianowany premierem w Bagdadzie [07.05.2020], prezydent Rouhani był jednym z pierwszych, którzy mu pogratulowali mu i okazał swoje zadowolenie.

Izraelscy przyjaciele szejka Rouhaniego zgładzili potem [27.11.2020] innego generała Korpusu Strażników Rewolucji Mohsena Fakrizadeha, fizyka jądrowego i towarzysza broni generała Sulejmaniego. Ruch chomeinistyczny został dosłownie pozbawiony głowy.

Prezydent Rouhani i Izrael

Prezydent Rouhani gotów jest zrezygnować z Azerbejdżanu na rzecz Turcji, wszakże pod warunkiem, że otrzyma Lewant. Może tu liczyć na pomoc Izraela, który wbrew rozpowszechnionej na Zachodzie opinii, nie jest jego wrogiem, lecz wieloletnim partnerem.

To on, jak już powiedzieliśmy, był pierwszym kontaktem Izraela w sprawie Iran-Contras.

To on również zarządza połową transizraelskiego gazociągu Ejlat – Aszkelon i jego dwoma terminalami, niezbędnymi dla izraelskiej gospodarki. Pod koniec 2017 roku Komisja Spraw Zagranicznych i Obrony Knesetu uniemożliwiła jakiekolwiek publikacje na ten temat groźbą kary 15 lat więzienia.

To on gości co jakiś czas w Teheranie Iddo Netanjahu, brata premiera Izraela, skromnego pisarza dzielącego swoje życie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem, czyli trzema krajami, w których ma prawo stałego pobytu.

Szejk Rouhani ma teraz nadzieję, że uda się zrealizować jego plan, gdy prezydentem USA zostanie Joe Biden. Nie trzeba będzie wznawiać fikcyjnego porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego, wystarczy po prostu zezwolić Teheranowi na powrót do roli „żandarma regionu”.

Tłumaczenie
Grzegorz Grabowski ">Grzegorz Grabowski
Polski blog

Zobacz także artykuły tegoż autora:
 1. Kontrowersje współczesnego Iranu (1/2): „Iran imperialistyczny przekształca się w antyimperialistyczny
 2. Kontrowersje współczesnego Iranu (2/2): „Iran antyimperialistyczny staje się znów imperialistyczny

[1Wojna dwudziestopięcioletnia”, Manlio Dinucci, Tłumaczenie Grzegorz Grabowski, Il Manifesto (Włochy), Sieć Voltaire, 18 stycznia 2016